09:08 data: 2012.06.18

Zwykły wpis

Cześć,

Właśnie sobie uświadomiłem, że mija 8 dzień od kiedy był dodany ostatni wpis na blogu. Trochę mi głupio, bo wiem, że część osób zagląda tu regularnie a ja się obijam 🙂 Dlatego ze spuszczoną głową, czynię swoją powinność dodając kilka słów od nas 😀

Zaczniemy od tego, że w sobotę zostaliśmy wieczorem z babcią Marzeną na noc, bo rodzice udali się w galowych strojach na wesele. Sobota to był dzień urodzin mojej mamy. Jeszcze raz „Wszystkiego dobrego mamuniu”. Z wesela rodzice wrócili na tyle późno, że nie zdążyli oczu zamknąć, gdy z pokoju obok dobiegł ich głos, mój głos – „mamaaaaaaa”. I nawet nie chodziło o to, że usłyszałem, że wrócili, tylko, że mi pielucha przesiąkła i miałem mokrą piżamkę. Potem już mowy o spaniu nie było… Noc jest od spania. Tylko rodzicom ciężko było to wytłumaczyć – mama z „piachem w oczach”, tata lekko „teges”, musieli sobie radzić. A radzić sobie trzeba i to nie byle jak, bo „papu” się samo nie zrobi 😛 No więc tata, trochę nieświadomie, wprowadził zmiany na czuwanie, czyli delikatny sen i przymusowe roboty, czyli wszystko to, co związane z obsługą nas oto, pięknych Paciorków 😀 Życie uratowała znów babcia Marzena, bo zabrała Zuzię na spacer, ja poszedłem wtedy  w kimono. Tym samym, daliśmy chwilę rodzicom na to, aby się zregenerowali 🙂 Po niespełna dwóch godzinach, byli jeszcze bardziej zmęczeni niż dotychczas. A zapomniałem powiedzieć, że płynnie z soboty, przeszliśmy do niedzieli. A właśnie w niedzielę mieliśmy obiecane, że idziemy na zabawę poprawianą, czy jakoś tak – zabawę na powietrzu połączoną z grillowaniem, zabawami na huśtawkach oraz dokarmianiem zwierzątek za siatką 🙂 No i właśnie tak, jak sobie założyliśmy, tak to wszystko zrealizowaliśmy. Były kiełbaski, mięska, szaszłyki, były zabawy w piasku, na zjeżdżalni, koniku i huśtawce, było dokarmianie kóz. Widzieliśmy też konie w stajni i rozkrzyczane gęsi. Raz, to normalnie tak się wystraszyłem tego dźwięku, że mało nie zszedłem… Potem już spodziewałem się, że znów mogą wydać ten dziwny pisk, dlatego bacznie obserwowałem, gdzie są te gęsi, żeby znów mnie nie zaskoczyły. Na koniec przyszedł czas błogiej ciszy, czyli leżakowanie. Bardzo przyjemny stan, zwłaszcza, że wszystko odbywało się wśród ćwierkania ptaszków i zapachu lasu. Podsumowując – wybawiłem się za wszystkie czasy,Zuzia również. Miała swoje koleżanki, z którymi  biegała, ja złapałem kilka zajączków ale do wesela (mojego) się zakończy 😉 Na sam koniec dnia, już w domu, napuściliśmy wody do brodzika, szybkie kąpanie, kolacja i przyjemna, bawełniana piżamka…

Dziś jestem już w żłobku, z Olą, Bartkiem, Michaliną i reszta brygady 🙂

PA

Advertisements

5 responses »

  1. Pamiętam, że nie przepadałam za kogutem łobuzem u sąsiadów … który pewnego razu podczas zabaw w ogródku postanowił mnie „skubnąć”. Widziałam na zdjęciach te tańce hulańce Rodziców – ja mam taką imprezkę a nadchodzącą sobotę … a potem za 2 tygodnie, kolejną 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s