Category Archives: wiosna

14:00 data: 2012.05.08

Zwykły wpis

Cześć,

Pożegnania nadszedł czas. Wyglądając z samiuśkiego rana przez okno, okazało się, że po lunaparku pozostały na łące tylko wielkie ślady kół ciężarówek. W ciągu nocy zniknęło wszystko… Może to i lepiej, bo jakoś nie lubimy dziecięcych imprez w stylu „kto bardziej pijany, ten fajniejszy”. I wcale nie mam tutaj na myśli ludzi, którzy przychodzili do wesołego miasteczka, tylko urżniętych gagatków z upitymi nosami w czerwonych polarach, tak zwanej „obsługi”. W niedzielę poszliśmy z tatą ostatni raz zakręcić się. Zuzia fruwała na łańcuchowej, ja na koniku dokoła 🙂 Podskakiwałem tak, że aż cała karuzela się chybotała… Był też motor, samochód, karoca i inne takie. Wszystko kręciło się w rytm muzyki, jak z pozytywki.
Wczoraj Zuzia narzekała na ból ucha. Zawsze wtedy, gdy przechodzi jej katar, coś kłuje ją w uchu. Tata przyniósł jakieś śmierdzące listki od babci, wycisnął zielony sok na watę i wepchnął do ucha na noc. Póki co, wszystko wskazuje na to, że operacja pod kryptonimem „śmierdzący listek” udała się, choć z diagnozą trzeba wstrzymać się do wieczora 🙂
U mnie dużo lepiej. Wczoraj jeszcze cherlawy, dziś jak nowo narodzony. Nie mam kataru, ani kaszlu.
Na weekend musimy być sprawni na 100%, idziemy na tańce. Będziemy się bawić a przy tym pomożemy zbierać pieniądze na zakup rowerów dla dzieci w domu dziecka. Bardzo fajna akcja, która musimy wpierać, jako miłośnicy rowerów w każdej formie 😀
O „cycy” już prawie zapomniałem, w dzień, to nawet przez myśl mi nie przejdzie, przecież chłopaki by się śmiały ze mnie w żłobku. Tylko w nocy mam jeszcze chwilę słabości, po prostu muszę się przytulić jeszcze na trochę.
Odezwiemy się niebawem,

PA

Reklamy

10:23 data: 2012.04.11

Zwykły wpis

Cześć,
Ostatnio pisałem, że nic się nie dzieję, że straszna nuda. No to dzisiejszy wpis jest o tym, że już na brak wrażeń nie możemy narzekać. Zuzia ma zapalenie oskrzeli 😦 Kupiła sobie w zestawie z katarem i gorączką. Ta ostatnia, jak zaprogramowana, ujawnia się na noc i jest idealnym czynnikiem, skutecznie powodującym bezsenność. W pewnym momencie pada się ze zmęczenia, po czym za kilka minut – powtórka 😦 Kaszel suchy, przypomina szczekanie jakiegoś psiura. Jest dużo lepiej niż wczoraj i dużo gorzej, niż będzie jutro 🙂
Ograniczenie kontaktu i „mijanie się”, to od wczoraj elementy survivalu, który ma mi zagwarantować pozostanie przy zdrowiu. Korzystając z pogodowych uroków wiosny w dniu wczorajszym, niedługo po powrocie ze żłobka, pojechałem jeszcze z tatą na spacer a mama w tym czasie opiekowała się Zuzią. Zajechaliśmy do apteki po wyprawkę, czyli niezbędnik dla Zuzanki ale w sumie, to prawie wszystkie lekarstwa są na stanie w domowej apteczce – Przezorny zawsze ubezpieczony. Szkoda całej tej sytuacji, bo mogliśmy spędzić wczorajsze popołudnie na „świeżym” powietrzu, a tak…
Jeśli chcielibyście kiedyś zbadać nosem szorstkość dywanu lub wykładziny – tak w ramach porannej gimnastyki, to generalnie – nie polecam 🙂 Od wczoraj, na moim małym „kartofelku”, struktura naskórka została dotkliwie naruszona. Oczywiście, takie rzeczy się zdarzają, jednak gdy sobie przypomnę ostatnie moje „fiku-miku”, to wyglądam, jak po dobrej bijatyce. Ledwo co z czoła zniknął mi siniak w barwach tęczy, to na nowo nos udrapany…
W związku z powyższym, naszym rodzicom gwarantujemy bardzo wysoki poziom adrenaliny oraz zapewniamy im wiele ciekawych doznań, nie mogą się  nudzić 😉
Pijemy nasze zdrowie 😛
Jędrek

15:03 data: 2012.03.26

Zwykły wpis

Hej,

Nie było nas tu chwilę. Razem z Zuzią, jesteśmy przeziębieni 😦 Siedzimy w domu, trochę spacerujemy, jednak zarówno Zuzik, jak i ja, o wyjściu do przedszkolu, czy żłobka, możemy tylko pomarzyć. W sumie nic takiego – kaszel i katar a jednak nie nadajemy się do funkcjonowania wśród większych grup dzieci.
Piękny weekend już za nami, pierwsze pąki na drzewach zaczynają się rozwijać. Nic dziwnego, słońce jest mocne i operowało przez całą sobotę i niedzielę. Dziś na przekór wszystkim, temperatura poszła mocno w dół i zimny wiatr owiewa nasze zachrypnięte gardła.
Trochę nie możemy się pozbierać po zmianie czasu, ale to normalne w pierwszych dniach. Od niedzieli śpimy godzinę krócej, dzień jest automatycznie dłuższy i należy to wykorzystać. A wszystko co najlepsze w temacie „wiosna”, dopiero przed nami.
To, że jesteśmy ociupinę chorzy, nie przeszkadza zupełnie w naszych działaniach. Pokój z zabawkami i nie tylko, jest przewrócony „do góry nogami” każdego dnia tak koło dwóch, no może trzech razy. A sprzątanie przypomina raczej syzyfową pracę… Nic więc dziwnego, że potykamy się o przedmioty, które kilka minut wcześniej pozostawiliśmy w tym trefnym miejscu.
Wczoraj wieczorem mieliśmy gości, przyjechała do nas koleżanka Amelka z ciocią Izą i wujkiem Filipem. Amelia jest prawie rówieśniczką Zuzi, więc łącząc siły naszego trio, z pokoju zostały tylko zgliszcza 🙂 Straty są dużo większe, bo w ferworze zabawy, legł w gruzach porcelanowy czajnik Hello Kitty, który bądź co bądź, był ulubioną zabawką mojej siostry, gdy przychodzili goście. Zatem płacz i zgrzytanie zębów wzięły górę i świętej pamięci czajniczkowi pozostaje tylko RIP 😀

Mój uśmieszek na zdjęciu był trochę podsumowaniem tego, co miało miejsce w dniu wczorajszym 😛

PA

13:13 data: 2012.03.21

Zwykły wpis

Cześć,

Mamy potwierdzenie, póki co raczej tylko w kalendarzu, że wiosna jest już u nas. Pierwszy dzień wiosny, to wszechobecny i bardzo lubiany dzień wagarowicza – takiego leniucha pełną gębą. Zatem jak przystało na wielkie święto, nie omieszkaliśmy skorzystać…
Dzisiejszą nieobecność, moją w żłobku i Zuzi w przedszkolu, sponsoruje „kipa po pas” oraz słabe samopoczucie, które widoczne jest na pierwszy rzut oka. Wszystko sprowadza się do bladej cery, podkrążonych i świecących (jak halogeny) oczu oraz słabego apetytu – tu, standardowo, u Zuzi. No i dlatego właśnie, dzisiaj pojechaliśmy do babci i dziadka na Stok. Musimy sobie zrobić przerwę i przede wszystkim skorzystać z możliwości, jakie daje dzisiejszy dzień – przyzwolenie na wolne. Choć staramy się jak zwykle reagować na pierwsze objawy przeziębienia, to przy takiej zmienności temperatury, jakie ostatnio mieliśmy możliwość zaobserwować, to raczej nieuniknione. Jeszcze kilka dni i na pewno się z tego wykaraskamy 😀
Witamina C i bańki leżą już w pogotowiu. Od wczorajszego dnia znów znalazły zastosowanie w codziennym użytku.

Ostatnio obiecałem, że zamieścimy zdjęcie z odkurzaczem. Zatem wszechobecny pomagier Jędrek w roli głównej. Odkurzacz określany jest jako jeden z naszych mebli. Prócz tego, że powinien stać w pokoju cały czas, bo tu okruszek i chrupek, tam ciastko, papier, pół kredki świecowej, służy też jako odciągacz naszego kataru 🙂 Odkurzać po prostu, stał się nieodzownym narzędziem w tych naszych codziennych zmaganiach.

Pozdrawiamy,
Zasmarkana Zuzia i zakaszlały Jędrek,

12:05 data: 2012.03.19

Zwykły wpis

Hej,

Tak długo wyczekiwana Pani Wiosna najprawdopodobniej strzeliła focha 🙂 Ze świecącego słonka, gorącej i bardzo optymistycznie wpływającej atmosfery, przemieniła się w pochmurny dzień. Choć gdzieniegdzie widać przebijające się promyki, to już nie to samo, co wczoraj. Ale z drugiej strony, to przecież nadal marzec… a w marcu, jak w garncu 😛

Weekend spędzony u babć i dziadków – sobota na Stoku, niedziela na Sadach. A dziś zaczynamy kolejny tydzień, ciekawe co nowego dla nas ma.

Chciałem Wam pokazać, jak się profesjonalnie zabrać za odkurzanie mieszkania, zamieszczę jednak zdjęcie naszej złośnicy – złośnicy Zuzicy. Odkurzanie poczeka do następnego wpisu, tymczasem niegrzeczna, rozdarta i płaczliwa Zuzia przed Waszymi „paczałami”. Chyba pierwszy bunt jednego z członów załogi naszego okrętu. Morze się wzburzyło, spienione bałwany uderzają o rufę naszej drewnianej łajby ale płyniemy dalej. Majtek Zuzia i jej „wszystko na nie”, każde niezadowolenie manifestuje poprzez krzyk i płacz. Takie zachowanie nie jest godne naśladowania a uciekanie przy przechodzeniu przez ulicę – niedopuszczalne. Miejmy tylko nadzieję, że po burzy przyjdzie słońce a my będziemy mogli iść pozbierać złote bursztynki 😀 W innym wypadku, kapitan i jego zastępca nałożą na nas okrutne embargo na lody i słodycze i będzie wtedy nie do śmiechu 😛

Pozdrawiam i oby do piątku !

Jędrek

 

13:54 data: 2012.03.16

Zwykły wpis

Dobry dzień,

Mógłbym spokojnie napisać, że jest przepiękny, cudowny, słoneczny, ciepły, wiosenny dzień, tak dłuuuuugo wyczekiwany przez wszystkich, i że w końcu zawitał do naszego miasta. Promyki słonka pukają przez okno do pokoiku. Chciałoby się zdjąć kurtkę i pobiegać w krótkich galotach po słonku. To właśnie pierwsze wiosenne promyki sprawiają, że poprawia się nasze samopoczucie. I o to właśnie chodzi 🙂 Korzystajmy póki pogoda nas rozpieszcza, tylko uwaga na złudne i zdradliwe syndromy „pseudo lata”. Wystarczy się trochę zgrzać, rozebrać i angina gotowa, a tego nikt z nas by nie chciał, więc wszystko z głową.

Wczoraj, przed samym spaniem, tata wrócił z Warszawy i zupełnie niespodziewanie każdy z nas dostał prezent 🙂 Z Zuzią będziemy mieli kolorowe półki, w liczbie trzy. Są one utrzymane w charakterystycznym stylu, identycznym jak stolik i krzesełka. Dostaliśmy też ramki na zdjęcia, które mają stanąć na tychże półkach. Mama otrzymała dodatkowo takiego małego kwiatuszka w doniczce, który po rozwinięciu ma piękne, fioletowe dzwoneczki 🙂 No i jest jeszcze konewka do podlewania kwiatuszka 😀

Z pewnością idealna wiadomość jest taka, że jutro jest weekend. Można będzie wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza, pohasać na placu zabaw i pokręcić się na karuzeli ! Idealna jest oczywiście dla tych, którzy w sobotę i niedzielę mają tak zwany „dzień wolny” – nie dotyczy to naszego taty 😦 Będziemy z mamą i Zuzią czekać aż wróci i pewnie później zapewnimy sobie wielki łyk powietrza.

Nie ma Zuzi, bo byśmy napisali wierszyk o wiośnie, może następnym razem, bo nie pamiętam całego 😉 Na zdjęciu dzisiaj ja, czyli zabawy w zmywarce 🙂

Tymczasem, borem i lasem… papa

Jędrek

15:51 data: 2012.03.10

Zwykły wpis

Hej,

Ostatnio trochę się zaniedbałem, z drugiej jednak strony nic szczególnego się nie działo. Wiosnę czuć z każdym oddechem. Zalew odmarza na dobre a i na chodnikach piachu ubywa. W sumie Polska to dziwny kraj, wszyscy narzekają na biedę a „sól jadalna” leży na ziemi 😛

Dzisiaj siedzieliśmy w domku całe przedpołudnie, potem z tatą wyskoczyliśmy na spacerek. Zakupiony sprzęt do roweru świadczy o tym, że sezon zaraz się rozpocznie 😉 Mam tylko cichą nadzieję, że dostąpię zaszczytu przejechania się na wycieczkę 😀

W żłobku elegancko, w środę był mały wypadek. Mama przyszła po mnie po pracy, a pani „przedszkolanka” zaczęła się od razu tłumaczyć. W sumie nie było z czego, tylko na środku czoła śliwka – robaczywka 🙂 Siniak, jak ta lala. Były okłady, było głaskanie a i tak fiolet pokazał się na mym dziecięcym licu. Staropolskie przysłowie mówi, że „do wesela się zagoi”. I tej wersji się trzymajmy. Poza tym kobiety lubią takich twardzieli 😛

Od niedawna nie ma już „Na-na” (Zuzia), tylko jest Zi-zi i każdy wie o co chodzi 😉 Do tego potakiwacze na „tak” i skinienia głową w ramach podziękowania. Kilka chwytów się jednak nauczyłem, a na początku pisałem, że nic ciekawego się nie wydarzyło 😀

Ostatnio mnie brakowało na tapecie, więc dziś wyjątkowo ja, bo musimy zamieścić coś ekstra – zdjęcie Zuzi z przedszkola – była biedroneczką 😉

Tymczasem będziemy zbierać się już do wyjazdu, jedziemy na Stok w odwiedziny dziadków 😉

PA